Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmalowałam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmalowałam. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2018

Przebudzenie

     Spałam trzy dni...prawie bez przerwy...
To za sprawą grypy...Uffff..nigdy więcej!!Wczoraj leki w końcu zaczęły działać:)
Dziś mogłam już wyjść z łóżka. A tu takie piękne słoneczko mnie przywitało...
Zrobiło się tak wiosennie...mimo,że lawenda może bardziej kwiat lata:))
 Lawenda i świecznik to dwa z wielu prezentów, jakie ostatnio dostałam od mojej kochanej Asieńki:))Dziękuję ci kochana💕
Już mi się zachciało ogrodu...
Ale na to trzeba akuratnie jeszcze trochę poczekać...ale myślę ,że już niedługo..
Na razie oprócz kwiatów ciętych,które kocham- naklejam lawendę na meble...
Koleżanka męża z pracy-Sylwia- postanowiła zmienić kolor szafek...z ciemnych...
I poprosiła ,aby na niektórych były małe gałązki lawendy...Kuchnia ogromna,więc do wiosny mam co robić:)))
Sylwia z mężem są  także właścicielami Wiejskiej Przystani  .....i malując dla niej szafki przypomniało mi się ,że jakiś czas temu wykonywałam dla nich kilka rzeczy:)
Zmieniałam wygląd stolika..
Kilka szyldów:

 
 
I było jeszcze ....okno:)
 i efekt końcowy:

  Do okna jest zrobiona półka...na lawendę:)
 Na koniec dodałam z tyłu siatkę hodowlaną...no i szyld:)
 
Jak widać lawenda jest prawdziwą miłością Sylwii...ale czy można się jej dziwić?

niedziela, 28 stycznia 2018

Stare-nowe

    Pamiętam swoje podekscytowanie,kiedy 15 lat temu czekaliśmy na decyzję w sprawie kupna naszego domu....
Czekaliśmy pełni obaw..czy będzie go na nas stać, czy wystarczy nam funduszy,czy zdążymy sprzedać swoje poddasze.
Pamiętam ,że czekając na naradę rodzinną synów byłej właścicielki...spytałam męża ze strachem..dlaczego nie chcą sprzedać nam naszego domu:)))))
     Dziś jak obserwuję Sandrę..młodą żonę i mamę dwóch cudnych dziewczynek, która na dniach stała się właścicielką swojego pierwszego dwupokojowego mieszkanka....wspomnienia wróciły..
    Mieszkanko nie pierwszej młodości...a funduszy na remont niewiele...
Cieszę się ,że miałam mały udział w remoncie ...na pierwszy plan poszedł akuratnie przedpokój..
 Jak widać..późne lata 80-te:)
 I w trakcie zmian..
 Na pierwszy ogień poszła boazeria...potem drzwi..tapety..


  Drzwi przed malowaniem było sosnowe...takie jak od strony klatki schodowej..{widok na żółtą kuchnię}Koszt remontu przedpokoju to około 150zł

i zmiany...
 Oprócz małego budżetu goni nas też czas...Sandra chciałaby jak najszybciej tu zamieszkać..to będzie ich pierwsze samodzielne mieszkanie:)
w ten sam dzień pomalowałyśmy na raz też pokoje..Oba tym samym kolorem..bardzo jasny szary. 
Pokój dziewczynek..widok z korytarza..
 
te plamy na ścianach to cień starej lampy...zdjęcia robione późnym wieczorem...wszystkie telefonem
Salon wcześniej miał żywy kolor...oj bardzo żywy...czerwień flamenco:))
Tu fragmenty ścian przed gruntowaniem..
i zdjęcie wieczorne...po pierwszym malowaniu..
widok na przedpokój..
 
To był szalony dzień...jak wróciłam do domu późnym wieczorem..usiadłam w tych brudnych, roboczych ciuchach..i nie miałam siły nawet się wykąpać..hihihi...ale radość Sandry to najlepsza zapłata...wciąż wszystkiego dotykała, cieszyła się...
A ileż ja się nasłuchałam komplementów:)))) To chyba był remont też mojego zbolałego ego:)))
Dziś wiszą nowe lampy

Na dzień dzisiejszy pomalowałyśmy też kuchnię...
 Pokoje pomalowane drugą warstwą ..
Dziewczynki testują nową sofę..
 
Kaloryfery zmienione.Jeszcze tylko łazienka..niestety tu trochę po drodze kłopotów...ale już niedługo rodzinka będzie na swoim...
A ja cieszę się razem z nim


wtorek, 23 stycznia 2018

Dzban



   Nie ciągnie mnie ostatnio do komputera,internetu,aparatu...
A co za tym idzie blog obrasta pajęczyną..
Czasem dom też..hihihi..Dziś akuratnie dzień na sprzątanie...postanowiłam tez odkurzyć bloga....
Ale powoli..najpierw nieśpiesznie zielona herbatka...
 
Piję jej ostatnio hektolitrami:) Pomaga schudnąć..wciąż jestem pulchnym pączusiem...ale od największej wagi ubyło mi 15kg..Wynik niby piękny...ale trwa to już dwa lata:( 
Mimo to jestem z siebie dumna...te z was, które walczą z oponkami mnie zrozumieją:)))
Za oknami zimno...brak mi ciepła...
Moim futrzakam chyba też...

Parapety i łóżko zajęte:))
Tosia zamieniła się w przepiękną, tłustą kuleczkę:)
 
A swoją drogą, dlaczego Tosia jak pulchna i grubiutka to piękna...a ja nie?:))))
Dom...jakby wciąż we śnie silnie zimowym czeka wraz ze mną na wiosnę..
Prawdę powiedziawszy wciąż włączam lampki,palę świece...aby się wewnętrznie doświetlić:)
Bez przerwy coś dłubię...
Jakiś czas temu...jeszcze w lipcu dostałam od mojego zaprzyjaźnionego złomiarza dzban..metalowy..bruuuuudny...ale po obmyciu z błota...


Na pierwszą warstwę dałam farbę kredową...miałam końcówkę od Agi
a potem ..to już wiadomo..moja emalia..transfer,przecierki..
 

ps.na kaloryferach widać porządki w trakcie...wyprane chodniki suszą się w najlepsze:)) 
No to co, koniec odkurzania bloga....czas dalej odkurzać cztery kąty. 
pozdrawiam...zaraz wiosna..prawda?

środa, 4 października 2017

Zwyczajny dzień..

       Dziś deszcz zatrzymał mnie w domu...trochę szkoda,ale właściwie,czy zawsze trzeba pędzić?
Ostatnio, tak jak pisałam  nie radzę sobie z emocjami...to trwa już ponad rok... Jest trudne dla mnie i czasem dla bliskich... A może przesadzam?
Nie nadaję się na leżenie i nic nierobienie. Nawet czytanie bywa trudne:) Chociaż dawno nie połknęłam tylu książek:)
      Postanowiłam posprzątać w głowie-a temu akuratnie sprzyjają porządki w otoczeniu.
Ponieważ remont kuchni dopiero w przyszłym roku...blat prosił się o odmalowanie:)
Okno umyte..następne już czekają w kolejce..
Podłoga wyszorowana-co się dało przesunięte do salonu-też ją czeka malowanie:)
 Qrczaki, żeby było czyściutko trzeba tyle nabrudzić:)))
Chodniki poprane:
 
Post po takiej przerwie wyskrobany...czas do pracy..
Następnym razem pokażę kilka szyldów...mam sporo zaległości.
Ps. Z jesiennego wypadu w ciepłe miejsce wyszły nici...teściu od tygodnia w szpitalu...
 

poniedziałek, 7 marca 2016

Mało fachowo?

  No właśnie!!! niejeden fachowiec by się ze mnie uśmiał....ale ja już tak akuratnie mam:)
Niby jest remont...a jakoby go nie było:))
Tak lubię...bo nigdy nie wiem ile będę mieć czasu...a w domu często jakieś ludziki:)
     Także ściągam obrazeczki,duperelki ze ściany-rachu ciachu kładę farbę-potem ewentualnie druga warstwa....wysycha-wieszam obrazeczki......i bałaganik malutki))))
Tak,tak...wiem ...fachowiec by powiedział, że tak się nie da..ale ja nawet jak cały dzień mam na malowanie to tak robię:)))...no bo to dla siebie:))) Remonty kocham...ale sprzątania po  nim już nie:)
Szmatka w pogotowiu....kocyk stary na podłodze...
 
Mąż jedzie na spotkanie do Koszalina....a ja do sąsiada po jakiś wysięgnik -jak on to nazywa -przedłużkę do wałka...aby malować na wysokości!!!!!