poniedziałek, 24 października 2011

Markerowe próby

  Bardzo podobają mi się woreczki,ściereczki,które mają pasy.Śliczności  akuratnie pod tym względem robi Atenka....ale skąd wziąć takie płótno.Okazało się ,że można pasy namalować sobie samemu...Poszłam więc na poszukiwanie mazaka do tkanin...szukałam w papierniczym,pasmanterii...i nic:( Długo nie myśląc doszłam do wniosku,że wystarczy marker-wodoodporny...przecież takiego z ubrań za żadne skarby świata nie da się sprać!!!
 i powstała taki oto woreczek na kawkę...
Woreczek przeszedł już test na obecność proszku i wody
Myślę ,że śmiało mogę próbować produkcji płótna w pasy:))
........................................................****************......................................................
Jakiś czas temu zobaczyłam u Kasi piękny komplet nożyczek, na które miałam już od dawna chętkę....spytałam się .czy nie chciałaby jednych wymienić na coś ze mną.....a tu taka niespodzianka:))))Dostałam cały komplecik!!!!!
 
Są bardzo ostre:)) A dodatkowo Kasia sprezentowała mi:
 Piękna podkładkę,czarną broszkę-spinkę....no i kurkę:))
Kasiu bardzo Ci dziękuję:))A co ja wysłałam?Myślę ,że niedługo Kasia sama się pochwali...ja mogę mieć tylko nadzieję,że mój prezent przypadnie jej do gustu:))
Następnym razem pokażę kilka innych prezentów...wymiankowych i z candy:))
Pozdrawiam :)

piątek, 21 października 2011

...Ciastka,filc i torebki...

  Dziś spędziłam dzień z moim siedmioletnim bratankiem.....co zrobić aby dziecko się nie nudziło,kiedy pada deszcz...Ugnieść z nim KRUCHE CIASTO i dowiedzieć się ,że dobrze ,iż skorupka ,która wleciała nam do ciasta była większa od atomu wodoru..i usłyszeć:
-Ciocia ,bo jak by była mniejsza,to byśmy już jej nie znaleźli (ufffff co za szczęście). a po chwili:
-Ciocia ,a wiesz ,że dzieci bardzo lubią ubrudzić sobie ręce w czasie zabawy?..no i nie można się przyznać,że się wie -ponieważ dobrze się pamięta jak akuratnie 36 lat temu razem z jego tatą robiło się w czasie deszczu błotne tamy...taaaa
Potem należy dać dziecku wałek do ciasta: 
                                     I pozwolić mu się wyżyć:)) 
 Dobrze jest kupić wcześniej jesienne foremki do ciastek kruchych
 Cieszyć się powstającymi żołędziami,listkami i co ważne!!!była wśród nich foremka kurki!!!:
A potem chrupiąc ciasteczka i popijając mlekiem
Zagrać w skojarzenia i chińczyka...i oczywiście przegrać:)))
 
..........................********.......................
W zeszła sobotę wybrałam się na kurs filcowania na mokro.zabawa była przednia. Stałam się dumną posiadaczką kolczyków,mini-korali:
oraz etui,które miało być na telefon:
,,miało...ale wyszło balszoje...i przebranżowiło się na etui na  długopisy..hihihi
z hmmmm motywem liścia jesiennego:))
Proszę przymrużyć oko..ale to dopiero moje początki....
Monika w imieniu  Dagi zaprosiła mnie do pokazania swojej torebki....
Taaaa...tylko,że jak chyba większość z nas kocham torebki....i jak wybrać jedną???
Jak dla mnie zadanie niewykonalne:))\Pokażę zatem te,które będą mi najczęściej towarzyszyć w jesienne i zimowe dni....
Po pierwsze kocham czerń i szarości..tak bardziej mi do myszki niż kurki
 Brąz to mój kolejny jesienny przyjaciel:)
O kilku lat trwa niezmiennie miłość do fioletu
Czasem jednak mam chęć na kolor,na coś ciepłego:
 
 a jakie wy torebki nosicie?...zapraszam do Dagi....

niedziela, 16 października 2011

Niezłe ziółko

 Od kilku dni w domu pachnie oszałamiająco.....hihihi..pomyślałam właśnie,że gdyby to był zapach starych kapci to akuratnie i tak nikt nie sprawdzi jak jest faktycznie.....o potęgo internetu:))))
A tak po prawdzie intensywnie suszę warzywka i ziółka.... nad głową wiszą mi trzy małe, ale jakże intensywnie i smakowicie pachnące bukieciki:))
  tymianek,tymianek cytrynowy i mięta.....
  Oprócz tego posuszyłam seler-nać i korzeń oraz natkę pietruszki,które wraz  z czosnkiem dostały nowe ubranka:)
 
                  Woreczki na korzeń selera i czosnek dostały białą koronkę,na natkę pietruszki i selera- zieloną:
            Dzięki temu i napisom wiem bez rozwiązywania co mam w środku.
 Cała czwórka dumnie wisi na wieszaczku od Kaprysi...który tak polubiłam ,że kupiłam sobie kolejny:))
 U wielu z was widziałam piękne przy sufitowe wieszaki na zioła....niestety te,które ja znajduję-albo są za drogie albo nie grzeszą urodą:(
Dlatego zrobiłam sobie taką prowizorkę....ze starego Ikeowskiego relingu :
Będzie mi służył do momentu aż i ja znajdę wieszak moich marzeń...i możliwości finansowych:).... i tak mam odrobinę lata zamkniętego we własnej kuchni:)
A właściwie dlaczego zamkniętego?Przecież wszystko wisi sobie swobodnie:)
...................*************................
Dziś walczyłam z daturami-to znaczy wynosiłam je do piwnicy i wykopałam część dalii....o 6 rano było u nas -2.....czyżby zima się zbliżała?Ale co tam za 4-5 miesięcy wiosna:))) ..................*************..................
Niestety Koksik nie miał operacji:(( nie podziałały na niego tabletki nasenne...a inaczej nie ma szans aby zapakować go do lekarza...w następną sobotę kolejna próba:)
Pozdrawiam jesiennie:)

czwartek, 13 października 2011

Ogony sroki...

...już babcia mi mówiła,że ja zawsze łapię trzy sroki za ogon..naraz...a może pięć?..nie pamiętam...Nie chodziło jej oczywiście o chęć posiadania....Zwyczajnie w świecie już jako dziecię robiłam kilka rzeczy na raz.Niestety czasem towarzyszył temu słomiany zapał...ale on akuratnie tyczył drutów...Zapału mi brakowało przy drugim rękawie swetra.Szafę zapełniałam niezliczoną ilością sweterków dla jednorękich bandytów:))))
 Po tylu latach trochę się zmieniło:))Staram się kończyć co zaczęłam...czasem z poślizgiem ...z naciskiem na staram!! Jednak nadal robię kilka rzeczy na raz....szybko jedna praca mnie nudzi...
Pudełeczko-serduszko się robi,choć gdybym nie zaczęła łapać kolejnej sroki,byłoby już skończone:))
 Dlaczego nie skończone?....ponieważ nerw mnie i niemoc ogarnęła!!!!! Zwyczajnie w świecie miałam już dość kilkakrotnego sprzątania w ciągu dnia bałaganu ze stołu w jadalni,gdzie wyciągałam swoją staruszkę-maszynę,stos materiałów ,szpilek.....
Pomyślałam,że fajnie byłoby mieć swój QRNIK..czyli miejsce,gdzie mogłabym bałaganić tfórczo do woli. No i tak pomyślałam ,że przecież mam taki malusieńki.....bardzo malusieńki pokoik,w którym stoi deska do prasowania,malusieńka komódka,dwa krzesła i mini-biblioteczka!!!No i już jest ciasno:))
A gdybym wywaliła krzesła,wstawiła stół? No to miarka w rękę i siup!!!
wytargałam z piwnicy stary,bardzo zniszczony stół....po krętych schodach nie było łatwo...ale jak się Qra uprze:)))
 
W trakcie pisania tego posta lawiruję po 5m2 z meblami i zastanawiam się jak będzie najlepiej..,a miałam dziś odpoczywać:))). Stół dostał nową szatę
Jak trochę doprowadzę ten pokój hobbystyczny do ładu..to pokażę więcej:)))
Wczoraj wieczorem po tachaniu tego stołu,szorowaniu go,malowaniu....i sprzątaniu domu padłam już jak kawka... Trochę przemeblowałam sobie pokój dzienny.Stworzyłam taki mini kącik jesienny...do poczytania,posłuchania muzyczki.... Tylko czy ja tak usiedzę na miejscu:))
 
 Kocham światło lampki,zapach jabłek...
 
Moje ukochane barwy,barwy jesieni:
     W sobotę Koksik będzie kastrowany i  za jednym zamachem będzie miał obciętą końcówkę ogonka,aby moje meble ze względu na ślady krwi,które zostawia nie musiały tak wyglądać:
  
Tylko Buremu jak zwykle wszystko obojetne:))...zdjęcia kotków specjalnie dla synka Izy(bubisy)-Witusia:))
A na tarasie w kolejce na udomowienie kolejne nieszczęście....ze względu na minę ....odwrotnie do charakteru dostał imię: Gizmo:)
   Jest od wczoraj na antybiotyku...ma katar,że aż nie przyjemnie patrzeć...a tu po porannej porcji mleczka:)
Pozdrawiam wszystkich jesiennie:)
..i lecę piec ciasto dla dziewczyn na rocznicę PRACOWNI:)..A KTO MA JESZCZE OCHOTĘ ZAPRASZAM DO NICH NA RÓŻANE CANDY