Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zainspirowana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zainspirowana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2016

Chce mi się wakacji:))))

       Do wiosny jeszcze 3 tygodnie....mimo,że zapowiadał się ładny dzień-to jest bardzo zimno i pochmurno...
  Tęsknię już za ciepłem ,wakacjami,odpoczynkiem....
Tęskni też mój mężuś:))
 Kiedy dostałam na maila zapytanie ,czy nie mogłabym napisać posta o wakacjach...początkowo odniosłam się do propozycji z rezerwą....
     Ale moje myśli powędrowały do poprzednich lat i urlopów...w cieplutkich miejscach....
Pogrzebałam w swoich starych zdjęciach..przypominając sobie pierwsze wakacje w ciepłym kraju....
To było z 8,9lat temu???Nie pamiętam:))
Spędziłam je z przyjaciółką ,która w ramach dobrej pracy dostała premię w postaci wczasów dla 2 osób...w dowolne miejsce-oczywiście w granicach wyznaczonej sumy.Mąż Kasi  nie mógł jechać-pojechałam ja!!!!!
Wówczas zastanawiałyśmy się nad biurem podróży..padło właśnie na Itakę 
Wybrałyśmy Wyspy Kanaryjskie i ten hotel-Klik
Widok i kolor oceanu pozostawił w mojej pamięci niezatarte wspomnienia:))
 
Jak także wiewiórki,które można było karmić z ręki:)
Tak bardzo nam się spodobał taki sposób wypoczynku,że w następnym roku namówiłyśmy swoich mężów na kolejny urlop.Oczywiście z biurem podroży Itaka:))
Wtedy padł pomysł na Grecję...ach te ciepłe morze......Możliwość wynajęcia samochodu i zwiedzenia samemu wyspy...

Spędziliśmy dwa tygodnie na Kos- w tym hotelu-klik 
Były też dwukrotnie wakacje w Egipcie- z cudowną rafą koralową na wyciągnięcie ręki...wycieczka do Jerozolimy,nad Morze Martwe....
A ponad rok temu sentymentalna podróż z Itaką ponownie na wyspy Kanaryjskie...ale już z mężami i Kasi 15miesięczną wówczas córeczką:))
 Ponieważ miałyśmy naprawdę wspaniałe wspomnienia sprzed lat-wybrałyśmy dokładnie ten sam hotel:))
W tym roku co prawda wybieramy się na wakacje niedaleko domu...ale każde następne ,które będziemy spędzać w ciepłych miejscach-na pewno jak zawsze spędzimy z Itaką.Przez te lata nabraliśmy do tego biura zaufania.
Ze swobodą mowy mogę je polecić. Mają bardzo szeroką gamę kierunków do wyboru,spore spektrum cen....
A także hotele dla rodzin z dziećmi,dla osób pragnących się zabawić do białego rana....spora możliwość wycieczek fakultatywnych..
No cóż rozmarzyłam się wakacyjnie...idę pooglądać inne oferty....kto wie...może jeszcze w tym roku uda się gdzie wybyć-kilk:))
A wy...jakie macie plany na te wakacje??


piątek, 31 lipca 2015

Metamorfoza prawie w jeden dzień...

    Sama śmiałam się z siebie ,że zmalowałam ten stół ...w jeden dzień...no prawie w jeden-a szyldy akuratnie to ja robię około dwóch tygodni:)))
   Stół kupiliśmy 12 lat temu w komisie,wraz z 4 krzesłami...za jakieś nieduże pieniążki.Przez ten czas służyli nam dzielnie....Stół z anielską cierpliwością znosząc czasem za ciepłe potrawy, kredki i długopisy dzieci,moje farby,czasem toaletę kotów.itd,itd..Krzesłom było nie łatwiej:))
Od dłuższego czasu musiał być szczelnie nakryty obrusem.
No cóż,wiedziałam, że go przemaluję:) Zmiana koloru podłogi tylko to przyśpieszyła:)

Farba ,którą malowałam na końcu podłogę klik plus trochę czarnej-powędrowała na górną część stołu
Wystarczyły tylko 3 warswy-było dość ciepło farba szybko schła...po kilku godzinach przecierki....a noga stołu na biało
 
Potem również i ona dostała przecierki.
I tak rana następnego dnia stół był zupełnie gotowy:))....i wszystko byłoby dobrze gdybym nie ja i moje gapiostwo:(
Postanowiłam pomalować sobie paznokcie....i jak się okazało mój nowy stół także dostał trochę lakieru do paznokci...brązowego:)
zanim go starłam ...plama została...nie miałam więcej koloru tej farby-powstało jej tylko na  potrzebę pomalowania blatu.Nie umiałam jakoś uchwycić tego koloru.....i przypomniałam sobie ,ze mam w słoiczku farbę lateksową połączoną z farbą tablicową-ciemny szary..... Pomalowałam,po dwóch minutach starłam ją druciakiem do naczyń....i chyba teraz jeszcze bardziej mi się podoba:)
A krzesła? Te,które kupiliśmy wraz ze stołem powędrowały do mojej przyjaciółki do biura...a ja dostałam na zamianę cztery inne:)) Krzesła oprócz zmiany koloru stolarki dostały nowe ubranka...prawie nowe:)

Od dłuższego czasu uparcie twierdzę ,że zamiast farb kredowych stosuję czasem do malowania mebli farby lateksowe-którymi maluję ściany:)))...a cena nie do podbicia!! Kiedy usłyszałam,że farbami kredowymi można malować obicia-tapicerkę postanowiłam spróbować i ja z lateksem:))
Rozwodniłam farbę tylko jeszcze bardziej wodą i pomalowałam ...efekt?
Materiał delikatnie traci swoją miękkość...ale efekt szybki i tani!!!
Na zmiany czekają pozostałe krzesła-wymagają tylko delikatnej naprawy:)

piątek, 20 lutego 2015

Jeszcze ciepły..

  Kiedy we środę poczułam...a właściwie nie poczułam nogi-myślałam,że już wszystko będzie dobrze:) Tak też w swej naiwności przeforsowałam kikutka..i teraz z bólem muszę siedzieć w domu...
I tak dryptam ...a właściwie powłóczę Qrzymi  nóżkami - i to bezkarnie do południa w pidżamce:))
    Prześwietlenie nic nie wykazało....we wtorek umówiona wizyta u chirurga....
Ale dzięki temu mogłam się zabrać za szydełko:))
 
Szydełko z tych dużych-nr6
a materiał-to sznurek grubość 2mm
Skończyłam 20minut temu-jeszcze nie jest dobrze naciągnięty...
Mój sznurkowy dywanik:))
Taki mi się akuratnie marzył od kilku miesięcy:))
Pierwszy powstał latem ze starych prześcieradeł
 
 
W praktyce sprawdzał się świetnie:)-Gdy tylko się ubrudził -lądował do pralki:)
 Potem zobaczyłam u Ewy dywanik ze sznurka-tylko grubszego-i to mnie zainspirowało do poszukiwań:)
Mój nowy -sznurkowy-nie jest bawełniany-ale mam nadzieję ,że również zda egzamin:))
 Jak widać szydełko nie schowane-produkcja będzie nadal trwać:))

środa, 2 lipca 2014

Praca najlepsza nie tylko na kaca:)

   Jest akuratnie również dobra na M..czyli Małpę Menopauzę.
A było to tak....
W piątek pogoda była sprzyjająca do przyjmowanie gości w ogrodzie
.....a ponieważ sąsiadki za płotem mają przeróbkę kuchni....więc długo nie musiałam ich namawiać na kawkę ....i mus truskawkowy...no kawka nie dla wszystkich.....dla najmłodszej -mojej imienniczki porzeczka czerwona zerwana prosto z krzaczka:)
Jedzona w niebywałym skupieniu-pod bocznym okiem mamci:
Swoją drogą moja bratanica i bratanek też z wielkim apetytem połykają -jak dla mnie te kwaśne owoce:))A mnie na samą myśl już wzdryga:))
Potem mus truskawkowy z kubeczka dopasowanego rozmiarem do gościa-niestety paluszek w górze-to genetyczne obciążenie po mamusi-hihihihi
 
Wygląd buzi-bezcenny!!!
 Chyba smakowało?
 
Ach wiadomo- Beatki to fajne dziewczyny:))
No....ale gdzie ta praca? Już od kilku tygodni zabierałam się za odnowienie mojej podłogi w salonie.
Kiedy 4lata temu te stare poniemieckie dechy wycyklinowaliśmy-pan cykliniarz zaproponował nam aby ich nie lakierować -tylko poolejować.Długo nie trzeba było nas namawiać...ale niestety nie powiedział...a może sam nie miał tej wiedzy,że taką podłogę przez kilka lat trzeba raz do roku ponownie olejować.
I tak z każdym rokiem podobała mi się mniej...mniej...aż nie mogłam już na nią patrzeć:((
Nie namyślając się już dłużej-po wizycie sąsiadek-przeniosłam meble z jednej części salonu do drugiej
-kiedyś to były dwa oddzielne pokoje-po wyburzeniu ścian powstał jeden duży salon -KLIK-sie działo
Następnie porządnie wyszorowałam dechy-z użyciem chloru-podłogę szorowałam kilkanaście razy!!A wszystko po to,aby zniwelować różnice kolorystyczne podłogi odsłoniętej i tej pod dywanem.
Potem w ruch poszedł papier scierny
I kolejne mycie:))
kiedy w niedzielę popołudniu mój mąż miał spotkanie....ja przyjrzałam się dokładniej moim budyniowym ścianom  i nie miałam już wątpliwości,że trzeba coś z nimi zrobić:)) Pozostała mi farba po malowaniu wiatrołapu i sypialni-więc ...
 No cóż mój mężuś jest już oswojony z moimi pomysłami:))...ale mimo to warto było napisać coś na swoje usprawiedliwienie,aby po powrocie do domu nie padł trupem:)
 A w poniedziałek..
Kolejna warstwa farby na ściany-o dwa tony jaśniejsza.Ponieważ pokój ten jest od pn-zach...rano bywa w nim ciemno-dlatego też postanowiłam podłogę lekko rozjaśnić.Użyłam do tego rozwodnionej farby akrylowej:
Gdy całość wyschła...
-podłogę ponownie przeszlifowałam papierem..aby uzyskać taki efekt:
Co tam dużo gadać...odwaliłam kawał dobrej roboty-ale znów pokochałam swoją podłogę!!! 
Dechy zostały dwukrotnie poolejowane....teraz idę je froterować,aby nadać im satynowy wygląd:) 
Bo na razie jeszcze się błyszczą ...ale już wyglądają fajniutko:)
 
No i żeby nie było,że bez nadzoru budowlanego!!

sobota, 8 lutego 2014

W pieleszach

....Jestem dziś w nie najlepszej formie.Plany jak zawsze na sobotę były inne ...ale musiałam zostać w domowych pieleszach...
Przymusowa dawka hormonów zwaliła mnie z mych krótkich nóżek:)) A może to i pogoda ...taka ni to wiosenna,ni zimowa nie dodaje sił....no sama nie wiem...moje koty senne mimo,że słonko wyłazi co jakiś czas...tylko mężuś pełen energii...a najstarszy z naszej czwórki..hihihi..
 Także poleguję dziś na sofce i trochę sobie dłubię..
Kawał czasu temu skończyłam kocyk z wielokolorowej bawełenki:

 wykończony prosto....

 Wyszedł nie za duży-właściwie taki w sam raz..około1,5x2m

 Miał być tak na okrycie dodatkowe w sypialni.. 


Ma w sobie odcienie szarości,więc pasuje i nadaje trochę kolorku...

Ale tak jakoś mi się nim akuratnie miło przykrywa na dole,w salonie,że postanowiłam do sypialni zrobić nowy...w szarościach...

 Pracy nad nim będę jeszcze miała...ale nic mnie pogania:))

 Do jego zrobienia używam pięciu kolorów szarości..plus biel.

 Wzór jest prosty-ale jakżeż wdzięczny:))  ..znalazłam go na "szalonym robótkowym blogu"

 Z tych samych elementów powstaje też serweta...

 Ale dziś dłubię z domowych resztek sweter na wiosenne posiedzenia na tarasie...zainspirowała mnie Krysia a sposób na wykonanie znaleziony tutaj